Porozmawiajmy o pieniądzach. Kto płaci w restauracji i jak rozmawiać w pracy o pieniądzach?

Pieniądze w życiu to trudny temat. Chyba każdą z nas stan konta wprowadził kiedyś w zakłopotanie, a widok wyciągu z kardy kredytowej splamił język niecenzuralnym zestawem epitetów. Pieniądze są niekulturalne. A dokładniej mówiąc – to my bywamy niekulturalni mając z nimi do czynienia. Zbyt często nie wiemy jak zachować się mając pusty portfel i co zrobić, by z klasą mówić o jego zawartości. Randka, zakupy, wizyta w urzędzie, rozmowa o pracę i rozmowa po pracy – w każdej z tych sytuacji temat pieniędzy prędzej czy później się pojawia. Zastanawiamy się, kto płaci w restauracji, co zrobić, gdy przy kasie okazuje się, że zapomniałyśmy portfela lub jak odpowiedzieć na pytanie, ile chciałybyśmy zarabiać. Dziś więc porozmawiamy o pieniądzach. Bo jak rozmawiać o pieniądzach, by za każdym razem nie płonąć rumieńcem?

Kto płaci w restauracji podczas pierwszej randki?

Nie jestem najlepszym człowiekiem do mówienia od pierwszych randkach. Tego samego chłopaka mam od 9 lat, a pierwszą randkę spędziliśmy w parku, który nie wymagał żadnych opłat. Z racji swoich zainteresowań wiem jednak co nieco o zasadach dotyczących kolejności płacenia i chętnie się z Wami tą wiedzą podzielę.

Najprostsza zasada mówi: płaci ten, kto zaprasza. Warto więc ważyć słowa, gdy namawiamy znajomych na piwo – jeśli powiesz, że zapraszasz, będziesz miała inne obowiązki, niż mówiąc, że warto byłoby gdzieś razem wyskoczyć. Wróćmy jednak do randki. Jeśli mężczyzna zaprasza kobietę na spotkanie, to na nim spoczywa obowiązek zapłaty. Panie nie muszą się jednak czuć dyskryminowane – mamy XXI wiek i jeśli to one zaprosiły mężczyznę na randkę, mają obowiązek zapłacić rachunek. Nie ma się więc co sprzeczać i jeśli osoba zapraszająca wyraża wolę uregulowania rachunku, należy pozwolić jej to zrobić. Jeśli randka wyszła spontanicznie i w gruncie rzeczy nikt nikogo nie zapraszał, to zapłacić każdy może za siebie. Zapłacić może oczywiście też jedna ze stron – druga powinna wziąć na siebie ten obowiązek podczas kolejnej wizyty. Nie wypada się przy stoliku kłócić o to, kto płaci w restauracji rachunek- to niegrzeczne.

Spotkanie biznesowe – kto płaci w restauracji rachunek?

Znów pojawia się zasada – płaci ten, kto zapraszał. Jeśli więc szef lub współpracownik wyraźnie zaprosił Cię na wspólny lunch, nie nalegaj zbyt stanowczo na to, że zapłacisz. Szczególnie nie musisz się tym przejmować, gdy spotykasz się z pracownikiem korporacji – albo zapłaci kartą służbową, albo poprosi o fakturę, którą później z szerokim uśmiechem odda księgowości. Każda korporacja ma przecież okazały fundusz reprezentacyjny.

Jeśli jednak jesz obiad ze znajomym, który po prostu zapytał Cię o to, czy idziesz coś zjeść, nie licz na darmowy obiad. Pytanie to nie zaproszenie i tym razem musisz za siebie zapłacić.

Co zrobić w sytuacji, gdy ktoś stanowczo odmawia bycia gościem? Pozwolić mu za siebie zapłacić. Jeśli mimo zaproszenia i Twojego przekonywania o tym, że to ty uregulujesz rachunek, Twój gość usilnie nalega na opłacenie rachunku, pozwól mu zapłacić jego część. Sytuacja jest niezręczna i nie warto jej ciągnąć.

>>Przeczytaj też<< W czym do pracy? Dress code – business professional i business casual

Czy można zapytać o czyjeś zarobki?

Nie, nie można pytać o zarobki. Choć w krajach zachodnich coraz popularniejsza staje się jawność wynagrodzenia, my do tego jeszcze nie dorośliśmy. Wiele firm umieszcza w umowach zapisy dotyczące poufności wynagrodzenia, a za jej naruszenia grożą poważne konsekwencje. Dla własnego spokoju zresztą czasem nie warto znać wysokości zarobków kolegi z biurka obok – to może rodzić niepotrzebne frustracje, Na wysokość wynagrodzenia ma wpływ nie tylko rodzaj wykonywanych obowiązków, ale też wykształcenie, doświadczenie, aparycja i… umiejętność negocjowania. Jeśli chcesz więcej zarabiać, po prostu o tym porozmawiaj – argument dotyczący zarobków innych rzadko bywa skuteczny.

Co zrobić, gdy zostaniesz zapytana o wysokość swojego wynagrodzenia? Najłatwiej jest zasłonić się właśnie paragrafem umowy – nie powiesz, bo możesz zostać ukarana. Możesz również powiedzieć, że nie chcesz rozmawiać o finansach, bo to dla Ciebie delikatna kwestia. Gdy pytający jest wyjątkowo namolny, odeślij go po tę informację do kadr – to powinno zadziałać.

Mamy to ogromne szczęście, że żyjemy w czasach, w których możemy zarabiać więcej niż mężczyźni. Coraz częściej o wynagrodzeniu nie decyduje płeć, a kompetencje. Jeśli więc masz to szczęście, że znalazłaś się we wciąż elitarnym gronie kobiet zarabiających więcej niż ich męscy odpowiednicy, nie wykorzystuj tego. Jeśli jednak dopiero zamierzasz rozmawiać o podwyżce, przemyśl to. Podczas negocjacji płacowych nie powołuj się na płeć i zarobki kolegów. Sugerowałabym Ci nawet nie przyznawać się do ich znajomości – ten nóż bywa obusieczny. By z klasą rozmawiać o pieniądzach, trzeba się do tego przygotować. Sprawdź, jakie zarobki obowiązują na Twoim stanowisku – choć dostępne porównania bywają nieobiektywne, będziesz miała przynajmniej jakieś punkt odniesienia. Pomyśl też o tym, co w ostatnim czasie udało Ci się osiągnąć – przygotuj raporty z przeprowadzonych projektów, policz nadgodziny, zrób rewizję swojego zakresu obowiązków. Uzbrój się w argumenty i zachowuj stoicki spokój. Negocjują fakty, a nie emocje.

>>Przeczytaj też<< Etykieta biznesu – jak wręczać wizytówkę?

Niezręczności finansowe – co zrobić, gdy zapomnisz portfela?

Pieniądze potrafią wpędzić w całkiem niezłe kłopoty.  Nie mam odpowiednich kompetencji, by pisać o tym, co zrobić, by wyjść na finansową prostą, ale mogę powiedzieć Ci co zrobić, gdy pieniądze są powodem faux pas.

Zacznijmy od klasyka, czyli sytuacji, w której zrobiłaś wielkie zakupy, kasjerka już je zeskanowała, a ty nagle orientujesz się, że zapomniałaś portfela. Płoniesz rumieńcem i co dalej? Nie pozostaje Ci nic innego, jak przeprosić i wrócić do domu. Możesz również zaproponować odłożenie towarów na miejsce, ale tym najczęściej zajmuje się obsługa. Niezręczność całkiem spora, no ale cóż – każdemu może się zdarzyć,

Nieco trudniej bywa w stacjach towarzyskich. Jeśli kiedykolwiek zdarzyło Ci się wyjść na obiad z dużo zamożniejszym znajomym, wiesz, co znaczy dostać zawału w chwili, gdy kelner przynosi rachunek. Nawet, jeśli płacisz tylko za siebie, masz prawo odmówić wyjścia do zbyt drogiej knajpy. Musisz jednak być delikatna i w argumentacji raczej unikać względów finansowych, bo oboje będziecie zakłopotani. Gdy znajomy proponuje obiad, za którego cenę mogłabyś jeść przez cały miesiąc, zaproponuj inny lokal. Powiedz, że jedzenie jest świetne i od dawna myślałaś o tym, że chciałabyś go tam zabrać – wszystko jest idealnie w jego guście.

Zapomnieć portfela zdarza się nam nie tylko do sklepu. Co zrobić, gdy wybrałaś się do restauracji, zjadłaś obiad i zobaczyłaś brak gotówki? Masz szczęście, jeśli jesteś z kimś – poproś towarzysza o uregulowanie należności i zwróć pieniądze, gdy tylko odzyskasz do  nich dostęp. Jeśli jesteś sama, masz większe kłopoty. Obsługa prawdopodobnie nie zgodzi się na opuszczenie lokalu bez płacenia. Musisz więc jak najszybciej zorganizować dostarczenie portfela, albo zgodzić się na zmywanie do końca wieczora – to Twoje jedyne wyjście.

Co z prezentami? Wielu z nas wyznaję zasadę wręczania prezentu o wartości tego, który sami otrzymaliśmy. To całkiem niezłe wyjście pod warunkiem, że wszyscy gracie według tych samych zasad. Jeśli więc wręczasz prezenty, pamiętaj, że niejako zobowiązujesz w ten sposób druga stronę. Wybieraj więc takie upominki, które w ramach rewanżu nie wyczyszczą czyjegoś rachunku.

Pieniądze bywają kłopotliwe. Mam więc nadzieję, że rozwiałam wszystkie wątpliwości dotyczące tego, kto płaci w restauracji, ile wydać na prezent i jak rozmawiać w pracy o pieniądzach. Na dodatkowe pytania czekam w komentarzach – na ich podstawie chętnie stworzę następny finansowy post!

  • Ja kiedyś zostawiłam dość ważne rzeczy w restauracji jak nie wzięłam portfela, taki zastaw (np. iPod czy MP3 czy e-book). To też jakieś rozwiązanie, bo wróci się po rzecz wartą sporo więcej, niż posiłek 😉

  • Myślę, ze kolejny problem, to gdy wybieramy się do restauracji większą grupą. Czy wypada uprzedzić kelnera, że każdy płaci za siebie?

    • Kelnerzy widząc większą grupę osób najczęściej pytają, czy płatność będzie razem, czy oddzielnie. Jeśli kelner nie pyta, warto go o tym poinformować w momencie, gdy prosimy o rachunek.

  • Pingback: 7 cech charakteru kobiety z klasą - Get the life()

  • Hihi, duża część Szwecji, w której mieszkam jest dość niekulturalna, bo tu pieniądze nie są tematem tabu 🙂
    Zarobki są jawne – co powoduje, że wiem, ile negocjować z pracodawcą, co to znaczy „dobrze zarabiać” i dzięki pomocy współpracowników nie uciekają mi różne dodatki do wynagrodzenia – bo każdy chętnie rozmawia o pieniądzach.

    Zaś jeśli chodzi o spotkanie z zamożniejszym znajomym, to też myślę, że w jego gestii leży to, żebym ja (mniej zamożna) czuła się komfortowo – więc albo zaprasza, albo wybiera miejsce, które nie będzie groziło moim zawałem.
    Przyznam, że zaskoczyłaś mnie, że użycie argumentu finansowego jako wyjaśnienia, dlaczego nie mogę czegoś zrobić/albo gdzieś zjeść jest nietaktem. Jakoś tak wewnętrznie czuję, że to nie te czasy. I że jest to jak najbardziej sensowny argument.

    Za to ciekawi mnie, co z płaceniem w sytuacji rozmowy kwalifikacyjnej – płaci potencjalny pracodawca czy lepiej wypadniemy chcąc zapłacić za siebie? A co w sytuacjach, gdy prywatnie chcę kogoś zatrudnić, np. fotografa na ślub. Czy jeśli on zaprasza na spotkanie, żeby omówić swoją ofertę to on płaci? Czy ja jako potencjalny pracodawca? Czy tu też działa zasada, kto zaprasza ten p
    łaci?

    • Różnice kulturowe rzeczywiście zmieniają wiele – niestety nie jestem w stanie odnosić się do całego świata, bo go po prostu nie znam 🙂 Finansowy argument przy odmawianiu nie jest nietaktem, ale może wpędzić drugą stronę w zakłopotanie i wywołać dyskusję, która będzie opierała się wyłącznie na tym, że osoba zamożniejsza będzie przekonywała, że to ona stawia. Uważam, że lepiej takich sytuacji unikać – dla własnego komfortu.

      A odpowiadając na Twoje pytania: podczas rozmowy kwalifikacyjnej płaci ten, kto zapraszał, czyli potencjalny pracodawca. Podobnie jest gdy zatrudnianiem kogoś prywatnie – jeśli to Ty wyraźnie zapraszasz na spotkanie, Ty płacisz. Jeśli on, to on. Gdy jednak rozmowa toczy się w stylu „spotkajmy się gdzieś omówić ofertę”, to wyraźne zaproszenie nie pada i teoretycznie każdy płaci za siebie. Jako marketingowiec sugerowałabym jednak osobie, która chce dostać zlecenie zapłacić za potencjalnego klienta – zadziała zasada wdzięczności i jest większe prawdopodobieństwo, że dostanie się zlecenie (ale to nie ma nic wspólnego z dobrymi manierami). Mam nadzieję, że pomogłam. Serdecznie pozdrawiam 🙂