To jak mówisz ma znaczenie – komentarz zainspirowany oświadczeniem Prezydium Rady Języka Polskiego

Mów poprawnie, mów starannie, tak jest dobrze, tak jest ładnie – nie wiem skąd znam tę rymowankę, ale z jakiegoś powodu wydaje mi się, że nauczyłam się jej w pierwszych latach szkoły. Język, jakim się posługuję, zawsze był dla mnie niezwykle ważny. Nazywam się humanistką nie dlatego, że nie radziłam sobie z matematyką (bo zawsze byłam z niej całkiem niezła), ale dlatego, że właśnie słowa miały dla mnie największą moc. Mam to szczęście i nieszczęście zarazem, że zwracam uwagę na to, jak mówią ludzie. Nie chodzi mi tu o poprawność językową, bo nie jestem polonistką. Mam raczej na myśli te aspekty, które wpływają na jakoś komunikacji i charakter przekazu. W Polsce od lat mamy z tym ogromny problem. Wszystkie doskonale wiemy, jak wygląda nasza scena polityczna. Dopóki jej brudy pozostawały na Wiejskiej, problem nie był tak palący. W ostatnich latach wylał się jednak stamtąd bezwstydnie, zalewając przekazy medialne, a także nasze codzienne rozmowy.

Oświadczenie Prezydium Rady Języka Polskiego

Wiemy, że jest źle. Nikt chyba nawet nie udaje już, że z komunikacją w naszym kraju jest dobrze. Na postępującą brutalizację języka zwróciła w swoim ostatnim oświadczeniu Rada Języka Polskiego, której jednym z zadań jest sprawowanie opieki nad kulturą języka. Zanim przejdziemy do moich rozważań, proponuję przeczytanie oryginalnego oświadczenia Prezydium Rady Języka Polskiego.

Źródło: rjp.pan.pl

Media kształtują naszą rzeczywistość

Jak zapewne wiecie z wykształcenia jest PR-owcem i dziennikarzem. Wiem, jak funkcjonują media i wiem, jak duży wpływ mają na swoich odbiorców. Nie bez powodu nazywane są czwartą władzą. Media kreują rzeczywistość i są w stanie na tą rzeczywistość wpływać. Dziennikarze, prezenterzy, celebryci – wszystkie te osobowości medialne stanowią wzór do naśladowania dla bardzo wielu ludzi. Fani nie tylko oglądają programy, w których oni występują, ale też kupują polecane przez nich produkty, odwiedzają rekomendowane miejsca i powielają zaprezentowane na forum publicznym przekazy. Postaci medialne są ikonami dzisiejszej kultury. Nie wymaga się już specjalnego wykształcenia, odpowiedniej dykcji i bogatego zasobu słownictwa. Teraz by zostać postacią medialną wystarczy odpowiednią ilością skandali umieć wkręcić się przed kamerę.

Nie twierdzę, że wszystko to, co jest w mediach jest złe. Twierdzę jednak, że bardzo duża część tego to najzwyczajniej w świecie śmieci, które nic nie wnoszą do życia człowieka. To media wykreowały rozmiar 34 jako jedyny właściwy, to media wykreowały w świadomości społeczeństwa taki a nie inny obraz feministki i to media wykreowały modę na niedbałe mówienie. Jestem pewna, że widzicie różnicę w sposobie wypowiadania się dzisiejszych dziennikarzy i tych sprzed jeszcze dwudziestu lat. Język obecny w telewizji, radiu, a nawet już prasie jest daleki od wzorcowego. Poprawną polszczyznę zastępują obcojęzyczne zwroty, a kulturę języka niszczy chamstwo. Media już dawno dostrzegły, że ich być albo nie być jest popularność. Popularność zdobywana dzięki skandalom i skandalikom generowanym za pośrednictwem niewybrednego języka. Producenci telewizyjni obserwując rosnącą popularność youtuberów, postanowili przenieść na telewizyjne anteny nie tylko podobne formaty, ale także panujący w nich język, a wszyscy wiemy, że język niektórych gwiazd internetu w internecie zostać powinien.

>>Przeczytaj też<< Gdzie można napisać dedykację? Komu można zaproponować przejście na ty? Czy można prosić gości, by zdjęli buty?

Programy informacyjne oglądane są tym chętniej, im więcej kontrowersji można w nich znaleźć. Gładkie słówka i merytoryczne rozmowy już dawno straciły popularność. Teraz liczą się emocje i to właśnie ich rozbudzaniem coraz częściej zajmują się dziennikarze informacyjni. Nie wierzycie mi? Obejrzyjcie choć jeden wieczorny program publicystyczny, w którym do studia zapraszani są przedstawiciele różnych partii. Dziennikarz już na początku rozpalają emocje, by politycy używając niewybrednych słów sami zorganizowali spektakl. Poziom dyskusji toczonej w mediach przenosi się na poziom debaty publicznej, gdzie nie ma już miejsca na argumenty czy rozsądny kompromis. Media oduczyły nas używania języka służącego do efektywnej komunikacji. Zmieniły znaczenia słów, nasączyły je stereotypami i brutalnością.

Politycy nas reprezentują. Czy oby na pewno chcemy być w ten sposób reprezentowani?

Wiecie, że przez jeden dzień swojego życia należałam do partii politycznej? Tego samego dnia było spotkanie terenowe tej partii, w którym miałam okazję uczestniczyć. Po spotkaniu bardzo szybko doszłam do wniosku, że tak z partią jak i z polityką nie chcę mieć nic wspólnego – mój kręgosłup moralny jest zbyt mało elastyczny.

Politycy to przedstawiciele narodu. Politycy mają nas reprezentować, a to w pewnym sensie oznacza, że mają być swego rodzaju reprezentatywną częścią społeczeństwa, Czy jesteście pewni, że politycy dobrze nas reprezentują? Nie mam na myśli Waszych poglądów – wszystkie szanuję i zupełnie nie ma dla mnie znaczenia, po której stronie macie serce. Czy jednak zaproszeni do telewizji odzywalibyście się w taki sposób? Czy zapytani o zdanie na temat kolegi z pracy wyrazilibyście się o nim tak, jak mają w zwyczaju wyrażać się politycy o swoich oponentach? Czy w końcu stojąc na sejmowej mównicy, będąc reprezentantem grupy osób, która oddała na Was swój głos, używalibyście języka, którego używają nasi politycy?

>>Przeczytaj też<< Faux pas – każdemu się zdarza. Jak radzić sobie w niezręcznych sytuacjach? 

Język, jakim posługują się politycy i urzędnicy państwowi woła o pomstę do nieba. Nie chodzi już nawet o popularne wulgaryzmy – te moim zdaniem są w tym wypadku najmniejszym problemem. Sposób, w jaki politycy budują narrację przypomina mi czasem czytany kryminał. Słowa, które jeszcze niedawno uważane były za obelżywe, dzięki politykom wniknęły do naszego języka i coraz częściej uznawane są za zupełnie niekontrowersyjne. Budowanie obrazu świata na zasadzie kontrastu dobra i zła, miłości i nienawiści, patriotyzmu i zdrady jest po prostu nieetyczne. Upraszczanie i uogólnianie prowadzi do spłaszczenia nie tylko językowego znaczenia określonych wyrażeń, ale też niesionego przez nie ładunku emocjonalnego. Politycy używając języka nami manipulują, a my udajemy, że tego nie widzimy. Oni udają, że z nami rozmawiają, a my udajemy, że jesteśmy traktowani podmiotowo. I tak wzajemnie i z sukcesem oszukujemy się od ponad ćwierć wieku (w PRL nikt nie udawał, że rozmawia, bo debata publiczna wtedy właściwie nie istniała).

Język codzienności – jak mówisz, gdy nikt nie słyszy?

No dobrze, ponarzekaliśmy już na media i na polityków, więc nadszedł czas na uderzenie się we własne piersi. Zbyt często nie zwracamy uwagi na to, jak szybko przesiąkamy wszechobecnymi komunikatami i jak szybko dyskurs medialny wpływa na nasz sposób wypowiadania się. Podkreślając ciągle na blogu wartości savoir-vivre’u nie mogę zapominać o tym, że dobre maniery obowiązują także w sposobie wypowiadania się. Nie chodzi wyłącznie o to, czy w odpowiedniej kolejności przedstawimy gości – dużo ważniejsze jest to, jakich słów do tego użyjemy. Mam wrażenie, że z jakiego powodu coraz częściej używamy słów, których znaczenia nie znamy, bądź mylnie je rozumiemy. Goniąc za pewnością siebie, której tak mocno potrzebujemy, nie zastanawiamy się nad tym, jakie uczucia wywołuje u innych nasza asertywność i poczucie własnej wartości.

Wszyscy znamy wyrażenie konstruktywna krytyka. Odkąd jestem obecna w sieci dostrzegam, jak cienka granica jest między właśnie konstruktywną krytyką a hejtem. Prawem do wolności słowa zasłaniają się osoby, które jadem zieją na lewo i prawo usprawiedliwiając sianą nienawiść prawem do posiadania własnego zdania. Masz przecież prawo napisać popularnej blogerze, że jest gruba (w jej obleśnie wielkim rozmiarze 38), początkującemu vlogerowi, że nie powinien się za coś brać, skoro tego nie potrafi i aspirującej celebrytce, że sławę na pewno zdobywa przez łóżko. To przecież konstruktywna krytyka, a ty masz prawo mówić to, co myślisz – szczególnie pod pseudonimem życzliwa1234.

>>Przeczytaj też<< Sąsiedzi – zło konieczne? Sąsiedzki savoir-vivre w bloku

Jak mówisz, gdy mówisz to pod swoim imieniem i nazwiskiem? Jak zwracasz się do obcych, gdy wiesz, że jesteś obserwowana przez znajomych? Jak zachowują się Twoi przyjaciele w chwili, gdy jesteś obok nich? Okazuje się, że gdy jesteśmy anonimowi i otoczeni obcymi osobami, dużo chętniej pozwalamy sobie na inwektywy. Dużo chętniej też oceniamy i wartościujemy. Zastanów się, w jaki sposób mówisz i jak mówią Twoi bliscy. Nie mam tu na myśli przekleństw rzucanych w próżnię w chwilach największej rozpaczy. Chodzi mi o słowa, którymi opisujecie świat – świat, który byłby dużo piękniejszy, gdybyśmy ładniej o nim mówili.

Kręgosłup moralny – dlaczego wciąż chorujemy na dyskopatię?

To, jak wygląda świat zależy właśnie od słownictwa, jakim się posługujemy. Istnieje teoria, która mówi, że widzimy i rozumiemy tylko to, co potrafimy nazwać. Jeśli umiemy nazwać nasze uczucia, potrafimy także je zrozumieć i nad nimi zapanować. Jeśli świat opisywać będziemy wyłącznie słowami nacechowanymi negatywnie, jeśli wszędzie będziemy szukać spisku i wrogości, jeśli ludzie nie będą dla nas ludźmi a hienami i zdrajcami, to właśnie w ten sposób będziemy widzieć świat.

Śledzę wirtualne media – od skrajnej lewej do skrajnej prawej. Czytam też komentarze (ja w ogóle czytam komentarze – zawsze i wszędzie) i to, co dzieje się właśnie w komentarzach, jest po prostu przykre. Ludzie nie umieją dyskutować. Siedząc przed monitorem komputera zupełnie zapominają o tym, że piszą do innych ludzi, a forum internetowe jest w pewnym sensie miejscem publicznym. Na wierzch wypływają ich najgorsze cechy, skrywane kompleksy i niespełnione marzenia. To, o czym tam piszą, nijak ma się do tego, co piszą. Jak patryjotyzm można zestawić z grubiaństwem i chamstwem i jak walkę o wolność i równość można przyporządkować do skrajnej nietolerancji i agresji? Bez względu na poglądy chorujemy na moralną dyskopatię, obawiającą się brakiem jakichkolwiek chęci szukania choćby nici porozumienia. Tylko my mamy rację i tylko ja się liczę – inni właściwie mogliby nie istnieć.

Wypowiadane słowa mają ogromną moc. Pisane słowa wcale nie bolą mniej. Zanim więc zaczniesz szukać wskazówek dotyczących dobrych manier, podziel się z bliskimi tym oświadczeniem – Prezydium Rady Języka Polskiego dotknęło bardzo ważnego problemu, z którym, choć zdajemy sobie z niego sprawę, wciąż nawet nie próbujemy walczyć. Język nie tylko mediów, polityków i internautów wymaga diametralnej zmiany. Zmiany wymaga przede wszystkim nasz język. Język, w którym dziękuję i proszę przesiąknięte jest ironią, a autorytety są stereotypizowane. Będę bardzo wdzięczna, jeśli w komentarzach podzielicie się swoimi przemyśleniami po przeczytaniu oświadczenia Prezydium Rady Języka Polskiego. Czy Waszym zdaniem narastanie problemu jest faktycznym problemem, czy raczej kolejnym wymysłem? Czy zgadzacie się ze mną, że media nie używałyby takiego jerzyka, gdyby odbiorcy nie chcieli go słuchać? 

  • Aleksandra

    Poruszyłaś ważny temat. Jestem realistką i choć oświadczenie Prezydium Rady Języka jest słuszne to nie zmieni cudownie sposobu wypowiadania się osób publicznych. Przyznam, że i ja ostatnio zastanawiałam się nad moim codziennym słownictwem i jego „spadkiem jakości” – pewnie media mi w tym pomogły. Przyznam, że mnie osobiście najbardziej rażą w mediach wszelkie anglicyzmy, szczególnie wtedy gdy są polskie odpowiedniki tych słów – ja znam dość dobrze angielski i nie zawsze wszystko rozumiem. Gdzie jak nie w Polsce mam mówić i słuchać języka polskiego?

    • Też mam świadomość, że samo oświadczenie niewiele zmieni. Wierzę jednak, że choć do kilku osób dotrze i w realny sposób wpłynie na ich sposób wypowiadania się. Anglicyzmy denerwują i mnie – o ile nie mam problemu z tzw. korpomową, to już przesyt anglicyzmów w mediach mnie razi – nasz język jest bardzo piękny i naprawdę można za jego pomocą wyrazić każde uczucie.

  • Karolina Zaucha

    Uważam, że temat który poruszyłaś to faktyczny problem. Też nie jestem polonistką, ale to jak ludzie wypowiadają się na co dzień i na wizji, razi po oczach. Bardzo dobrze, że poruszyłaś ten temat i że problem ten został mocno zaakcentowany przez Prezydium Rady Języka.