All inclusive – no excuses? Wakacyjny savoir-vivre w krzywym zwierciadle

Wakacje w Grecji, Kos - all inclusive - savoir-vivre

Jestem turystką. Choć podobno nie powinnam się do tego przyznawać, żadna ze mnie podróżniczka. Na wakacje jeżdżę raz w roku tylko po to, by naładować baterie i jedyne, czego w tym czasie oczekuję, to święty spokój. Nie wybieram wycieczek objazdowych i nie poświęcam czasu na to, by grafik podczas urlopu mieć zapełniony od świtu do zmierzchu. Przez ten tydzień w roku śpię długo, śniadanie jem powoli, a w wolnych chwilach spaceruję bez celu i ucinam sobie drzemki na zamkniętej plaży. Wycieczki? Najchętniej te zorganizowane. Moim szczytem samodzielnych możliwości jest leniwa przejażdżka rowerem po najbliższej okolicy. Wybierając wakacje interesuje mnie wyłącznie opcja all inclusive – samodzielne szukanie miejsca do jedzenia dwa, a nawet trzy razy dziennie było by dla mnie zbyt dużym wyzwaniem.

O moich wakacjach wiecie już wszystko. Mam nadzieję, że nie straciłyście do mnie przez ten opis szacunku – podziwiam podróżników i osoby, które odkrywają nieodkryte. Ja jednak na obecnym etapie mojego życia nie mogę się taką osobą stać, więc bez zbędnej dyplomacji wyłożyłam kawę na ławę. A wyłożyłam ją po to, by zgrabnie rozpocząć artykuł, w którym chcę sobie z Wami porozmawiać o wakacyjnym savoir-vivrze. Wakacje już za nami – ostatnie niedobitki (w tym ja) wracają z urlopu, by z radością wrócić do ukochanego miejsca pracy. Wszystkie te niedobitki z all incusive miały niewątpliwą przyjemność spędzić 7, 11 lub 14 dni z obywatelami całego świata i przez te kilkanaście dni i nocy podziwiać maniery ludzi, dla których granice nie są żadną barierą.

All inclusive, czyli dramat doskonały

Czy jako Polacy mamy się czego wstydzić? Nie. Z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że z moich obserwacji wynika, iż zachowanie naszych rodaków niewiele różni się od zachowania obywateli innych państw. Czy to dobrze? Niekoniecznie. Oznacza to bowiem, że w całej europie jesteśmy z manierami na bakier. Choć chyba każdy z nas słyszał opowieści o strasznych polaczkach rzucających się na jedzenie, słuchających na plaży disco polo i przepychających się w kolejkach, to nie sądzę, by nasi rodacy różnili się w tych kwestiach czymkolwiek od Niemców, Brytyjczyków, Rosjan, Słowaków, czy Francuzów. Każda z hotelowych nacji ma w swoim gronie obywateli, którzy po prostu przynoszą jej wstyd, bo wykupując all inclusive poczuli, że świat należy do nich.

Niewątpliwą zaletą polskich turystów jest to, że jako jedni z nielicznych nie oczekują, że ktoś zrozumie ich język. W przeciwieństwie np. do Francuzów nie okazują zniecierpliwienia, gdy personel hotelowy lub sklepikarz zadaje w odpowiedzi na ich monolog pytanie Do you speak english? Polacy dobrze radzą sobie z porozumiewaniem się po angielski, a gdy z jakiegoś powodu komunikacja werbalna nie kończy się sukcesem, w niewerbalny sposób potrafią wytłumaczyć o co im chodzi. Czy to eleganckie? Niekoniecznie, ale na pewno nie mogę napisać, że to zachowanie niedopuszczalne. Jeśli z szacunkiem odnosimy się do drugiej osoby, to nawet porozumiewając się na migi nie popełnimy faux pas – nie po trupach, ale do celu.

>>Przeczytaj też<< Jesteś marką. Jak zadbać o własny wizerunek?

Hajs na wakacjach musi się zgadzać

All inclusive, czyli wszystko w cenie – czy oby jednak na pewno? Wykupując wakacje, w ramach których nie musimy płacić za jedzenie, picie, obsługę hotelową i lokalne alkohole nie wykupujemy jednocześnie wszystkich około wakacyjnych usług. Trudno mi uwierzyć w opowieści o pytaniach na temat płatności w sklepach i poza hotelowych restauracjach (które podobno wciąż się zdarzają), jednak kwestie napiwków i nieuzasadnionych reklamacji miałam wątpliwą przyjemność obserwować na własne oczy.

Zacznijmy od napiwków, które podczas wakacji all inclusive budzą największe zakłopotanie. Skoro zapłaciliśmy za wyżywienie i obsługę, to czy mimo wszystko powinniśmy zostawiać napiwki? To zależy. Kwestie napiwków należy traktować w taki sam sposób jak w codziennym życiu – zostawia się je w miejscach, w których z obsługi byliśmy zadowoleni. Jeśli więc w restauracji hotelowej kelner odsuwa krzesło, dba o pełne kieliszki, podaje dania i pyta o nasze zadowolenie, to tak, napiwek powinno się zostawić. Jeśli w tej samej restauracji posiłek jemy trzy razy dziennie i dba o nas zawsze ten sam kelner (lub robi to naprzemiennie dwóch lub trzech kelnerów), to odpowiednio zwiększony napiwek możemy zostawić raz lub dwa razy w ciągu pobytu (zostawianie napiwku trzy razy dziennie mogłoby się okazać dość drogą zabawą).

Nie inaczej jest z napiwkami dla obsługi hotelowej. Zatrudniane w hotelach pokojówki rzadko są dobrze wynagradzane, a w kurortach większość ich wynagrodzenia w praktyce stanowią napiwki. Jeśli więc jesteśmy zadowoleni z hotelowego serwisu, w dobrym tonie będzie finansowa gratyfikacja. Podobnie jak w przypadku hotelowej restauracji napiwek nie musi być zostawiany codziennie – w odpowiedniej proporcji można zostawiać go co kilka dni lub na sam koniec pobytu,

Sprawą, która dość mocno zaintrygowała mnie już na początku tegorocznego urlopu była rozmowa na lotnisku dwóch kobiet. Jedna z nich opowiadała drugiej o swojej reklamacyjnej strategii. Bez względu na wszystko po wakacjach zgłasza reklamację w biurze podróży i oczywiście na lotnisku. Z opowieści wynikało, że zawsze otrzymuje zwrot za uszkodzoną walizkę, choć w rzeczywistości na lotnisku uszkodzono ją tylko raz. Często udaje jej się również dostać odszkodowanie od organizatora wypoczynku, co jej zdaniem jest kwestią wprawy, bo zawsze znajdzie jakieś mankamenty. Nie muszę chyba pisać, że takie zachowanie jest skandaliczne i sprawia, że osoby rzeczywiście poszkodowane dłużej muszą czekać na pomoc, którą zresztą nie zawsze otrzymają. Podobne praktyki podburzają fundamenty społecznego zaufania i sprawiają, że w naszej świadomości wciąż istnieje przekonanie o stereotypowym polskim turyście.

>>Przeczytaj też<< Porozmawiajmy o pieniądzach. Kto płaci w restauracji i jak rozmawiać w pracy o pieniądzach?

Punktualność jest cechą królów, a cechą turystów jest walka o leżaki

Bardzo nie lubię gdy ktoś się spóźnia. Sama zresztą robię co w mojej mocy, by spóźnioną nie być – zazwyczaj jestem wszędzie przed czasem, a moje ewentualne spóźnienia wynikają z czynników ode mnie niezależnych. Podczas wakacji, gdy czas odgrywa drugorzędną rolę, spóźnienia mimo wszystko są bardzo niegrzeczne. To źle, gdy podczas wycieczki cała grupa musi czekać na tych, którzy zegarek zgubili w chwili przestąpienia progu hotelu. Na wakacjach o czas nie musimy dbać tylko wtedy, gdy nie ma to wpływu na życie innych. Przychodzenie na obiad w ostatniej chwili, spóźnianie się na wycieczki zorganizowane czy spotkania z rezydentem, opuszczanie pokoju po czasie – to wszystko jest dalekie od wakacyjnej elegancji,

Jeśli już o czasie mowa – każdy, kto lubi spędzać czas przy hotelowym basenie kojarzy tych, którzy od rana okupują leżaki zajmując miejsce rodzinie i przyjaciołom królika. Leżaki nad basenem i na plaży są na wagę złota. Nie ma znaczenia to, że Twoi bliscy jeszcze przez trzy godziny z nich nie skorzystają – ważne, że wygodnie spoczywa na nich ręcznik sygnalizujący rezerwację. Takie zachowanie ma nic wspólnego z dobrymi manierami. Leżaki są wspólne (chyba, że zapłaciłaś za wynajem tego konkretnego leżaka), więc zajmowanie ich mimo tego, że się z nich nie korzysta, jest po prostu niegrzeczne. Walka o leżaki na all inclusive niewiele różni się od słynnego parawaningu nad Bałtykiem – walka o leżaki ma po prostu międzynarodowy wymiar.

Wakacje w Grecji, Kos - all inclusive - savoir-vivre

Im mniej tym lepiej, czyli bikini podczas kolacji

Jestem bardzo szczęśliwa, że w tym roku, pierwszy raz podczas zorganizowanych wakacji, udało mi się trafić do hotelu, w którym podczas posiłków panuje nieco zaostrzony dress code. Podczas kolacji panowie nie mogą chodzić w krótkich spodenkach i odkrytych butach – menedżer restauracji odsyła plażowiczów do pokoju z prośbą o zmianę garderoby. Zasada ta jest rzeczywiście przestrzegana, choć czasem pozwala się panom na jeden z obowiązkowych elementów, czyli albo długie spodnie, albo zakryte buty.

To, jak wyglądamy podczas wakacji, bardzo dużo o nas mówi. Bikini nosimy na plaży lub nad basenem, kuse szorty podczas spacerów i wycieczek, gdzie próbujemy złapać jeszcze odrobinę słońca, a podczas posiłków staramy się jednak nieco więcej zakryć. Wiele miejscowości turystycznych walczy z rozebranymi turystami paradującymi półnago po centrach miast – pareo zawiązane wokół bioder nie jest spódnicą i nie zwalnia z ubrania się w czasie, gdy w przerwie na plażowanie kobieta wybiera się na lunch. Panowie z odkrytymi torsami również mile widzialni są tylko na plaży i nad basenem. W innych okolicznościach koszulka jest zawsze wymagana i nie ma dla tej zasady wyjątków.

Z jakiegoś powodu podczas wakacji uznajemy, że mniej znaczy lepiej. Mniej ubrań, bo oczywiście nie mniej pysznego jedzenia z all inclusive 🙂 Ta zasada ma praktyczne zastosowanie w chwilach, gdy to mniej nikomu nie przeszkadza. Pamiętajmy, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka. O ile wchodząc na plażę godzimy się na oglądanie niemal nagich ciał innych, o tyle podczas kolacji zasada ta już nie obowiązuje nawet gdy mamy piękne ciało, a temperatura grubo przekracza 30 stopni.

>>Przeczytaj też<< Ubrania w kwiaty – co na to dress code?

Po siódme – nie kradnij

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie sytuację, że ktoś przyłapuje Cię na kradzieży ręcznika, szlafroka, kapci lub żelu pod prysznic? Nie twierdzę, że kradzież rzeczy bardziej wartościowych jest honorowa, ale czy naprawdę turystom powodzi się aż tak źle, że z wakacji muszą przywozić środki czystości i ręczniki? Kradniemy na potęgę. Z hoteli ginie podobno wszystko – turystom zdarza się wywozić nawet lampki i czajniki elenktyczne. To nie tylko nieeleganckie, ale przede wszystkim nielegalne. Kradzież zawsze jest zła. To, że w pokoju codziennie uzupełniany jest zapas żeli pod prysznic nie oznacza, że wieczorem można pakować je do walizki tylko po to, by obsługa dołożyła kolejne. Żel pod prysznic nie jest drogi, więc jeśli turystę stać na wykupienie wczasów, to na pewno stać go też na środki czystości.

Kradzież nie dotyczy tylko wyposażenia hotelowego pokoju. Turyści z lubością kradną też… jedzenie z hotelowej restauracji. Nie mam pojęcie jak to robią, ale potrafią z niej wynieść całkiem spore zapasy jedzenia, które następnie konsumują na plaży lub w okolicy hotelu. Jedzenie z hotelowej restauracji powinno tam pozostać. Możemy najeść się do syta, jednak jedzenia wynosić nie należy. Nikt chyba nie wyobraża sobie sytuacji, w której odwiedza znajomych i w czasie, kiedy nie patrzą, pakuje jedzenie do torebki, by móc trochę pyszności zabrać ze sobą,

Łupem turystów bywa także alkohol. Wiem, że nie tylko ja spotkałam się z kartkami, na których w różnych językach napisane było Prosimy nie wynosić alkoholu. Podobnie jak z jedzeniem – pijemy tam, gdzie alkohol serwują. W innych miejscach pijemy to, co sami nabyliśmy.

Dzieci przecież są na wakacjach

Nie mam dzieci. Osobom takim jak ja zarzuca się często, że na temat dzieci nie powinny się wypowiadać. No cóż, nie do końca się z tym zgadzam – o ile o wychowaniu rzeczywiście nie mam pojęcia, to żyję w społeczeństwie i widzę, że jedni rodzice potrafią opanować swoje pociechy, a inny obserwując ich wyczyny, śmieją się, nazywając je żywymi srebrami. Z powodu tych drugich rodziców staram się więc wybierać hotele, które nie oferują animacji dla dzieci, co sprawia, że ich liczba jest znacznie ograniczona.

Dzieci na wakacjach obowiązują te same zasady co dorosłych. Tak jak ty nie masz prawa biegać po restauracji, chlapać innych wodą z basenu, wrzeszczeć przy stole, wyrywać innym ich telefonów, książek, czy innych dorosłych zabawek, tak nie ma do tego prawa Twoje dziecko. Dzieci na wakacjach mają się bawić i wypoczywać, a nie uprzykrzać życie innym, którzy również wypoczywać próbują. Złe zachowanie dziecka nie świadczy źle o nim, a o jego opiekunie. Jeśli opiekun  pozwala dziecku dotykać rączkami wszystkich kawałków ciasta zanim wybierze odpowiedni, jeśli opiekun pozwala sypać piasek na koc innej osoby, jeśli opiekun pozwala przeciągać leżak przez całą plażę tylko dlatego, że to jest zabawne, to oznacza, że opiekun bardzo źle radzi sobie ze swoim podopiecznym. Nikt nie odbiera dzieciom prawa do zabawy, ale zbyt luźne podejście rodziców do zasad sprawia, że dzieci przestają być dziećmi, a stają się wakacyjnymi potworami.

Ten post osiągnął już odpowiednią długość, więc nie nie będę w nim poruszała kwestii zachowania przy tzw. szwedzkim stole. Zrobię to w następnym poście, bo po 20 posiłkach w takiej właśnie formie czuję się mocno zainspirowana. Mam nadzieję, że spodobał Wam się dzisiejszy artykuł. W komentarzach czekam na Wasze opinie dotyczące tak kwestii przeze mnie poruszonych, jak i tych, które mnie umknęły. Zachęcam Was również do polubienia mojego profilu na Facebooku i obserwowania tego na Instagramie – do zobaczenia!

  • Sasetka

    Jestem zdecydowanie typem podróżnika, który sam wszystko planuje, więc to dla mnie taka „druga strona medalu”. Niesamowite jest jednak to, że niezależnie od zasobności portfela i sposobu podróżowania pewne zachowania są zbieżne. Ludzie kombinują, jak tu zrobić, żeby mieć, jak najwięcej, jak najtaniej – szukają wszędzie sposobu na kombinowanie z płatnościami. Druga sprawa jest taka, że panuje przekonanie, że co nie jest zabronione jest dozwolone – w kwestii kradzieży hotelowych.

    • Trafna uwaga dotycząca przekonania o tym, że co nie jest zabronione, to jest dozwolone. Tu jednak zastanawia mnie kwestia moralności – czy niektórzy ludzie naprawdę mają problem z definicją słowa kradzież, czy to chodzi o potrzebę poczucia adrenaliny?

  • Nie jeżdżę na wakacje all inclusive, bo dla mnie największą frajdą jest właśnie to planowanie podróży, miejsc, które chcę zobaczyć i w których muszę spróbować lokalnych dań. Cenię jednak osoby, które potrafią się przyznać (tak jak Ty), że korzystają w większości z takiego rodzaju wypoczynku i nie próbują na siłę udawać, że własnoręczne zaplanowanie wyjazdu sprawia im przyjemność.
    Myślę, że ten post jest fantastycznym „przewodnikiem” dla tych, którzy są częstymi bywalcami all inclusive. Bardzo przyjemnie mi się go czytało.

    • Dziękuję Kinga! „Od podstaw” wycieczkę stworzyłam raz i był to rodzinny wypad do Rzymu – muszę przyznać, że bardzo podziwiam osoby które w ten sposób konstruują każde swoje wakacje, bo to naprawdę ogromne logistyczne wyzwanie! 🙂