Savoir-vivre’owi terroryści

Aleksandra Pakuła - savoir-vivre

Jak za pewne zdążyłyście się zorientować, piszę blog o dobrych manierach. Opisuję zasady savoir-vivre’u i dress codu, licząc na to, że dzięki mojej działalności więcej osób doceni elegancję dnia codziennego. Staram się przekonywać, że dobre maniery nie mają nic wspólnego z nadęciem, a ignorancja często prowadzi do poważnych problemów. Mój blog jest już obszerną bazą wiedzy, a do mnie za pośrednictwem różnych kanałów spływają wiadomości zawierające pytania o to, co wypada, a co będzie strzałem w stopę elegancji. Odpisując na nie i udzielając Wam czasem bardzo osobistych porad, piszę używając słów sugerowałabym, gdybym ja była na Twoim miejscu, moim zdaniem lepiej etc. Robię wszystko co w mojej mocy, by nie stać się savoir-vivre’ową terrorystką. 

Tylko jednak strona ma rację?

Wege-terroryści, gluten-terroryści, cukier-terroryści – sposób odżywiania często wywołuje duże emocje. To, co znajduje się na talerzu koleżanki z pracy lub celebrytki sfotografowanej przez paparazzi, może być tematem do rozmów przez kilka następnych dni. Szkodliwe lub nieetyczne zdaniem niektórych jedzenie zagraża całej naszej cywilizacji, więc należy walczyć o zmianę żywieniowych nawyków. Rację ma tylko jedna ze stron, a argumenty drugiej zawsze są bez sensu. Żywieniowy terroryzm doskonale pokazuje, jak nierozsądni potrafimy być próbując przekonać innych do swoich poglądów. Wokół cukru, soli, mięsa, laktozy czy glutenu nagromadziło się tak wiele negatywnych emocji, że tylko najbardziej odważni rozpoczynają na ich temat dyskusję. Podobnie jest z dobrymi manierami.

Nie da się ukryć, że zasady savoir-vivre’u są dość mocno nieścisłe. To, co jedni eksperci uznają za zakazane, inni przedstawiają jako dopuszczalny znak czasów. To, co dla tradycjonalistów jest absolutnym obowiązkiem, dla liberałów środowiska będzie tylko sugerowanym rozwiązaniem. Opinia konserwatystów często uznawana jest za zbyt średniowieczną, a ta prezentowana przez młodych pasjonatów dobrych manier za oburzająco rewolucyjną. Savoir-vivre nie jest nauką ścisłą, a do podawania się za znawcę nie jest wymagany żaden dyplom. Nauka dobrych manier odbywa się najczęściej na własną rękę, a tajemna wiedza przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Każdy ma własne doświadczenia, których trafność zweryfikować można niemal wyłącznie w protokole dyplomatycznym.

Po czym poznać dobrego eksperta? Moim zdaniem po tym, że nie uważa, że tylko jedna strona ma rację. Dobry ekspert powie, że najważniejszą zasadą savoir-vivre’u jest dostosowanie się. Bez względu na okoliczności, dobrze wychowany człowiek dba o to, by inni w jego towarzystwie czuli się dobrze. Właśnie dlatego jest w stanie zagryźć zęby i książkową wiedzę wsadzić do kieszeni. Jeśli wymaga tego sytuacja, będzie jadł sushi rękami, wznosił toast wódką i mówił smacznego. Będzie dobrze się bawił, będzie żył i pozwoli żyć innym. W dyskusji nie będzie wrzeszczał, że jego musi być na wierzchu, a obcym nie będzie wytykał błędów – w ten sposób zademonstruje, czym w praktyce jest takt i skromność.

Można się nie zgadzać

W komentarzach często znajduję komentarze, w których moje czytelniczki piszą, że z czymś się nie zgadzają. Nie zgadzają się z tym, że gości nie można prosić o zdejmowanie butów, z tym, że na wesele nie wypada iść w białej sukience lub z tym, że do kościoła nie należy zakładać butów odkrywających palce i pięty. Czy przeszkadza mi to? Ani trochę. Takie komentarze są dowodem na to, że ktoś poświęcił czas na czytanie moich artykułów. To, że się nie zgadza, świadczy o tym, że myśli samodzielnie. To, że jego przekonania nie są zbieżne z moimi, nie jest żadnym problemem.

Musicie wiedzieć, że na blogu przekazuję Wam najlepszą posiadaną przeze mnie wiedzę. Nie piszę jak mi się wydaje. Każdą informację weryfikuję w wielu źródłach, podając niekiedy, że w pewnych kwestiach w środowisku ekspertów zdania są podzielone. Rozumiem jednak to, że nie dla wszystkich mój obszar zainteresowań jest ciekawy, a wielu nigdy nie będzie w stanie zaakceptować ich zdaniem archaicznych przejawów klasowości i nierówności. Jeśli więc chcesz zachowywać się zgodnie z zasadami powszechnie uznanymi za właściwe, możesz mi zaufać. Jeśli uważasz je za kompletną bzdurę, masz prawo się ze mną nie zgadzać. Proszę jedynie o to, byś nie zgadzała się w sposób grzeczny, a nie wulgarny, bo ja wulgaryzmów na blogu nie używam.

Z niezgadzaniem się jest jeszcze jeden problem, który generują savoir-vivre’owi terroryści. Są na tym świecie osoby, które od deski do deski przeczytały blog Pana Stanisława Krajskiego i nigdy nie będą w stanie przyjąć do wiadomości tego, że istnieją odmienne opinie. Blog ten, bez wątpienia niezwykle wartościowy, jest też jednym z najbardziej konserwatywnych, a zamieszczone na nim opinie nawet dla mnie (również uważającej się za konserwatystkę w tych kwestiach) bywają nie do przyjęcia. Savoir-vivre’owi terroryści jednak z największą przyjemnością wytkną niekompetencję tylko dlatego, że w jednym miejscu w sieci przeczytali coś innego. Wytkną ją w sposób niegrzeczny i nachalny, nie mający nic wspólnego z savoir-vivrem.

Czy savoir-vivre’owy terroryzm ma coś wspólnego z savoir-vivrem?

Mam nadzieję, że dochodząc do tego miejsca artykułu znasz już odpowiedź na zawarte w śródtytule pytanie. Tak jak niechęć wzbudzają żywieniowi terroryści, tak samo wzbudzają ją Ci, dla których dobre maniery są doskonałym pretekstem do wszczynania awantury i wytykania niekompetencji. Próba bycia świętszym od papieża nie ma nic wspólnego z byciem dobrze wychowanym. Jest dowodem na brak ogłady i nieumiejętność prowadzenia wartościowej dyskusji. Różne opinie są dobre. Każdy człowiek ma prawo wybrać te, z którymi się zgadza. Savoir-vivre nie jest matematyką, czy fizyką. Podważanie jego zasad nie jest próbą podważenia teorii ewolucji. Bywa jednak ciekawą drogą, której przejście otwiera oczy i pomaga zrozumieć inne, często fascynujące punkty widzenia.

Nigdy nie przekonasz nieprzekonanych, a ja nigdy nie napiszę tak, by podobało się wszystkim. Zawsze znajdą się tacy, którzy zrobią wszystko, by znaleźć dziurę w całym. Zawsze znajdą się też Ci, dla których cały savoir-vivre to brednie i tacy, dla których moje opinie są zdecydowanie zbyt mało konserwatywne. Ja jednak wszystkich Was witam na moim blogu serdecznie i zachęcam do wyrażania swoich opinii. Piszcie śmiało, dużo i często. Piszcie grzecznie, z szacunkiem i otwartym umysłem. Jeśli potrzebujecie wylać trochę żółci, idźcie na pudelka – tutaj nie ma dla Was miejsca.

Jestem ciekawa, jakie jest Wasze zdanie na temat światopoglądowych terrorystów. Czy wchodzicie z nimi w dyskusję, czy omijacie szerokim łukiem? Gdzie stawiacie granice? W jakich miejscach najczęściej ich spotykacie? 

Jeśli jeszcze nie śledzisz mnie w mediach społecznościowych, serdecznie zapraszam na Facebook i Instagram. Zachęcam również do zapisania się do newslettera – w najbliższych dniach do subskrybentów wyślę kolejną wiadomość. 

  • Unikam wchodzenia w dyskusje z konserwatystami w każdej dziedzinie. Jeśli ich racja zawsze musi być najważniejsza, to niech sobie z nią będą bez mojego udziału 😉
    Według mnie savoir-vivre ma na celu ułatwienie funkcjonowania wśród ludzi. Jeśli zaczyna przeszkadzać, to coś jest nie tak.

    • Ja nie unikam (bo ze względu na działalność jest to niemal niemożliwe), ale robię co mogę, by kończyć ja tak szybko, jak to możliwe – to dla mnie okropna strata czasu,

  • Bardzo trafne spostrzeżenia. Trzeba umieć myśleć samodzielnie, a nie być naiwnym kujonem. Analizowanie zdobywanych informacji jest całkiem przydatne 😉

    • Dziękuję za ten komentarz. Samodzielne myślenie jest podstawą, która pozwala uniknąć wielu katastrof 🙂

  • Nigdy nie trafiłam na bloga o dobrych manierach i przyznaję z przyjemnością, że cieszę się, że do Ciebie trafiłam! Bardzo spodobało mi się w Twoim wpisie to: „Nie piszę jak mi się wydaje. Każdą informację weryfikuję w
    wielu źródłach, podając niekiedy, że w pewnych kwestiach w środowisku
    ekspertów zdania są podzielone.” Jestem wyczulona na „wydaje mi się”, „moim zdaniem”, „uważam”. Wolę, gdy ktoś przytacza KONKRETY. Mój blog jest o dość niszowej tematyce, więc rzadko komentujący piszą, co im się wydaje (raczej piszą o swoich doświadczeniach – i to właśnie lubię), ale często spotykam taką postawę na Facebooku. Mam wrażenie, że coraz więcej mówimy, piszemy o tym, co myślimy, ale za tym „myślimy” nie stoją stosy przeczytanych książek, obejrzanych spektakli teatralnych czy filmów. Żyjemy w informacyjnym szumie, człowiek się w tym gubi. Ach. Sentymentalnie się zrobiło, więc kończę 🙂 i zostaję na dłużej u Ciebie!

    • Bardzo się cieszę, że jesteś 🙂 Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej!

  • każdy powinien patrzec na siebie, nie wytykać innym – to główna zasada.

  • Pan Krajski, z całym szacunkiem dla jego ogromnej wiedzy, niezbyt potrafi dostosować się do zmian społecznych. Po tym, jak przeczytałam, że nie należy spoufalać się ze służbą i że prawdziwa dama nosi tylko naturalne futro, lekko się załamałam 🙂 Sama uczę savoir-vivre dostosowanego do nowych czasów, niektóre zasady trzeba modyfikować 🙂 PS Wpadnij do mnie na http://www.pudrowo.pl 🙂

    • Lubię czytać Pana Krajskiego i uważam go za skarbnice wiedzy, ale teksty, w których pisze np. że jego żona jest tylko w pewnym procencie damą, są nieco kontrowersyjne 🙂 A pudrowo.pl bardzo cenię 🙂

  • Bardzo trafne spostrzeżenia. Żyjmy i dajmy żyć innym 🙂