Szpan? Sz. P. czy Sz. Pan, czyli o formach grzecznościowych w korespondencji

Szpan? Sz. P. czy Sz. Pan, czyli o formach grzecznościowych w korespondencji

Jest taki błąd, który wszyscy nałogowo popełniamy. To błąd, którego z uporem maniaka uczy się dzieci w szkołach właściwie już na samym początku procesu edukacji. WielBŁĄD można być rzec, bo jest tak głęboko zakorzeniony, że trudno nam przyjąć do wiadomości fakt, że ten wielBŁĄD jest błędem. A jest. I prawdopodobnie popełniasz go za każdym razem, gdy masz tę wyjątkową, choć rzadką w dzisiejszych czasach okazję, by zaadresować i wysłać prawdziwy list.

Choć ubolewam, to sama rzadko wysyłam listy. Nie mówię tutaj o tych oficjalnych pismach, które zdarza mi się pisać używając wyświechtanych, formalnych i wciąż powtarzających się regułek, ale o listach do przyjaciół, które nie znikną w otchłani internetu, tak jak maile czy wiadomości na messengerze. Gdy jednak pojawia się okazja do nadania prawdziwego listu lub choćby kartki świątecznej, przypominam sobie wykład z etykiety językowej, podczas którego dowiedziałam się, że tkwię w koszmarnym błędzie, przez który adresując list za każdym razem popełniam błąd.

Sz. P. Aleksandra Pakuła nie ma bowiem nic wspólnego z elegancją i językową poprawnością.

Szanowny Pan, Szanowna Pani i Szanowni Państwo

To, że w tymi słowami powinniśmy rozpocząć adresowanie koperty, wiemy chyba wszystkie. Choć słowo szanowny/szanowna/szanowni wielu z trudnem przeszłoby przez usta, to jednak na papierze wydają się być bardziej akceptowalne, szczególnie wtedy, gdy nie trzeba go w całości zapisywać. Komu chciałoby się pisać to całe wyrażenie, które przecież w połączeniu z długim imieniem i długim nazwiskiem może zająć tak wiele miejsca, że ostatecznie zabraknie go na kopercie. Trzeba skrócić, a jak skracać, to do maksymalnego skrócenia. Z długiego słowa o szacunku zostaje więc samo Sz., a z zaimka pan/pani/państwo chciałoby pozostać samo P. Ale nie zostaje. Bo Pan, Pani i Państwo wcale nie potrzebują się skracać.

Stosowane w korespondencji skróty wyrażeń Szanowny PanSzanowna Pani i Szanowni Państwo to – odpowiednio – Sz. PanSz. Pani i Sz. Państwo.

prof. Małgorzata Marcjanik

>>Przeczytaj też<< Błędy językowe, które mają wiele wspólnego z etykietą

Czy oby na pewno nie można Sz. P.?

Jak to możliwe, że Sz. P. jest niepoprawne? Przecież uczy się nas tego skrótu właściwie od dziecka! Czy oby na pewno w ogóle nie należy go stosować?

No nie, szczególnie, jeśli w swojej korespondencji chce się zachować elegancję. Choć skrót Sz. P. jest powszechnie rozumiany, to nie jest właściwy. Wszedł do naszego języka, ale zgodnie z zasadami językowego savoir-vivre’u nie jest poprawny i lepiej jest go unikać.

Zgodnie z tradycyjnymi wzorami polskiej korespondencji (zob. R. Sinelnikoff, E. Prechitko, Wzory listów polskich, Warszawa 1993, wyd. 1 i następne) przyjęta jest druga forma skrótu, tj. Sz. Pan, chociaż w praktyce spotyka się i jedną, i drugą. Osobistymi upodobaniami do danej formy nie powinniśmy się kierować. Mnie na przykład bardziej odpowiada skrót Sz. Pan, ponieważ stwarza możliwość budowania form paralelnych, takich jak Sz. PaniSz. Państwo, a poza tym rozbudowane formy skrótów (nawet częściowo rozbudowane) uchodzą za bardziej eleganckie. Skojarzenie zaś z potocznym wyrazem szpan pomaga zapamiętać, która forma skrótu jest stosowna.

prof. Małgorzata Marcjanik

Czy tylko Sz. Pan, Sz. Pani i Sz. Państwo?

By podsumować ten krótki, ale moim zdaniem bardzo potrzebny i porusztajacy rzadko omawiane zagadnienie wpis, wspomnę jeszcze o jednej przydatnej w czasie adresowania listów formie. Zapomnianym i nieco archaicznym, acz bardzo pięknym i eleganckim wyrażeniem grzecznościowym jest Wielmożny Pan/Wielmożna Pani/Wielmożni Państwo. Wspominam o tym, ponieważ tworzone od tych wyrażeń skróty nie są analogiczne do tych, które są głównym tematem artykułu. Gdy chcemy je skrócić, piszemy kolejno WPan, WPani i WPaństwo.

(…) używa się ponadto, chociaż coraz rzadziej, skrótów w formie WPan, WPani, WPaństwo (opartych na formach grzecznościowych wielmożny, wielmożna, wielmożni).

prof. Małgorzata Marcjanik

Językowy savoir-vivre bardzo mnie w ostatnim czasie fascynuje. Choć przygotowanie artykułów z tej serii jest dla mnie czystą przyjemnością, to zawsze staram się znaleźć podparcie dla głoszonych przeze mnie w tym zakresie tez w słowach prof. Marcjanik, która w mojej opinii jest najwybitniejszym ekspertem w dziedzinie etykiety języka polskiego. Dzięki cudownemu narzędziu, jakim jest Poradnia językowa PWN mogę w łatwy sposób znaleźć konkretne wypowiedzi, rozwiewając Wasze wątpliwości i legitymizując niejako swoje słowa. Mam nadzieję, że ten artykuł okazał się dla Was nie tylko przydatny, ale też szalenie ciekawy. Bądź co bądź, przez lata w procesie edukacji większość z nas uczona była błędnej formy, więc odkrycie już w dorosłym życiu tej poprawnej może stanowić niemałe osiągnięcie. 

Kończąc, serdecznie zachęcam do zapisu na newsletter, który pozwala mi dzielić się z Wami jeszcze większą dawką wiedzy na temat dobrych manier! Nie spamuję, gwarantuję!

Copyright © 2018. All rights reserved.
Close