Garderoba businesswoman? Wszystko o budowaniu biznesowej garderoby dla kobiet

Wydaje mi się, że nigdy o tym na blogu nie opowiadałam, choć to jedna z tych ciekawostek, które w towarzystwie zawsze wywołują salwy śmiechu. Otóż, gdy byłam małą dziewczynką, a nawet już nastolatką i dorastającą kobietą, to moim największym marzeniem było zostać pracoholiczką.

To wszystko przez seriale, które już w tamtych czasach przedstawiały idealne życie kobiet pracujących w korporacjach, robiących kariery i zaharowujących się w nich – dosłownie i w przenośni – na śmierć. Nic nie wydawało mi się bardziej odpowiednim synonimem słowa sukces niż wracanie do domu późnym wieczorem tylko po to, by wypić lampkę wina i paść na twarz, tylko po to, by kolejnego rano znów móc wstać i rozpocząć pracę na rzecz ukochanej żywicielki – korporacji. Oh, jak bardzo idealne wydawało mi się życie kobiety, dla której praca jest jedynym celem w życiu, a zapłatą za spędzone w niej życie są szpilki z czerwoną podeszwą, w których sprawnie można zdobywać kolejne piętra szklanego budynku. Gdy dziś o tym pomyślę, to jedyne, co mnie ogarnia, to gorzki śmiech nad własną głupotą. Szybko dorosłam, a moja naiwność została zweryfikowana przez pracę właśnie po 16 godzin na dobę. Nie było w tym absolutnie nic wartościowego, bo po kilku miesiącach zamiast czarownej podeszwy miałam czerwone plamy na ubraniach od nieustannych krwotoków z nosa, a zamiast bajecznej kariery jedyne cucenie w tramwajach, w których traciłam przytomność w drodze do pracy. Z mojej idealnej wizji pracoholizmu pozostało mi już tylko zamiłowanie do biznesowej części garderoby, którą uznaję zawsze za tę wymagającą największego wysiłku.

Dawno temu, bo w sierpniu, obiecałam na blogu serię artykułów, w których poopowiadam co nieco o ubraniach. Przepraszam, że musiałyście tak długo czekać – wiem, że czekałyście, bo o nic nigdy nie dostałam tak wielu podobnych pytań, co właśnie o te artykuły. Niestety, w tamtym okresie zmagałam się najpierw z kompletną blokadą twórczą, która uniemożliwiała mi pisanie czegokolwiek, co wymagało jakiegokolwiek ładu i składu, a później z totalnym niedoczasem, spowodowanym planowanymi zmianami. Ostatecznie jednak wychodzę na prostą i staram się publikować regularnie, a artykuły na ten temat zamierzam traktować priorytetowo. Skoro już więc wspomniałam o planowanych w moim życiu zmianach, to uznałam, że najlepszym pomysłem będzie, jeśli ten pierwszy, wyczekany artykuł, poświęcę właśnie biznesowej części garderoby. Części, na którą miejsce powinny znaleźć tak te kobiety, które przez pięć dni w tygodniu muszą przestrzegać sztywnych zasad biznesowego dress codu, jak i te, które tylko w wyjątkowych okolicznościach zakładają do pracy coś innego, niż tylko dżinsy i T-shirt.


Ale… po co?

Zanim jeszcze przejdę do strefy ubraniowych podpowiedzi, to chciałabym kilka linijek poświęcić na udzielenie odpowiedzi na pytanie: po co nam ten cały formalny dress code? Przecież żyjemy w XXI wieku i dzisiaj ma nam być przede wszystkim wygodnie. Otóż – nie. Świat nie jest taki prosty i choćbyśmy nie wiem jak bardzo wmawiały sobie, że wszystko zależy od naszego podejścia, to pewnych rzeczy nie przeskoczymy. A nie przeskoczymy ich dlatego, że:

  • nasz mózg działa w pewien określony sposób,
  • pewne reguły powstawały przez dziesiątki, a nawet setki lat i nie będziemy w stanie ich zmienić z roku na rok,
  • bez względu na to, czy pracujemy na swoim czy też na etacie, to w swojej pracy (prawie) zawsze mamy kogoś, kto ma prawo oczekiwać od nas określonej prezencji.

Zacznijmy od tego, że nasz mózg działa w pewien określony sposób. Pierwsze wrażenie robi się tylko raz i choćbyśmy nie wiem jak mocno chciały przestać oceniać innych po wyglądzie, to jednak te pierwsze kilka sekund kontaktu sprawia, że w naszej głowie powstanie pewne wyobrażenie drugiej strony. Przez te kilka sekund człowiek, z którym mamy do czynienia, nie zdąży powiedzieć nic szczególnie mądrego, więc – wykorzystując jeszcze pierwotne instynkty – o tym, czy chcemy go w ogóle słuchać, zadecyduje jego wygląd. Owszem, późniejszą rozmową i wynikami pracy będziemy mogły zmodyfikować powstałe początkowo wrażenie (tak to złe, jak i to dobre), jednak o tym, czy w ogóle będziemy miały tę szansę, zadecydują właśnie te pierwsze sekundy.

Żyjemy w czasach, w których wiele z nas uwierzyło, że egoizm i dostrzeganie wyłącznie swoich potrzeb jest jedyną drogą do szczęścia. Pojęcie zdrowego egoizmu niewielu jest dogłębnie znane, bo jakiegoś powodu słowo zdrowy traci na znaczeniu i liczy się tylko ja, moje, moim zdaniem, w mojej opinii, według mojego systemu wartości. To, na co nasi przodkowie pracowali przez stulecia, uznawane jest za przeżytek, choć niewielu próbuje zastanawiać się, dlaczego właśnie takie rozwiązania (w czasach o wiele trudniejszych niż obecne) za idealne uznali nasi przodkowie. Niestety (dla tych, którzy nie chcą nawet spróbować zrozumieć drugiej strony), pewne kanony pozostają kanonami i choćbyśmy nie wiem jak bardzo walczyły o przekonanie świata do tego, że dres jest doskonałym zamiennikiem garnituru, to nasze umysły i tak w to nie uwierzą.

Choć sama jestem przedstawicielką zawodu kreatywnego, to należę do tej grupy osób, które swoje umiejętności chcą wyrażać poprzez pracę, a nie ignorancję. Utarło się, że reklamowcom, PR-owcom, marketingowcom czy grafikom wolno więcej, bo oni świat postrzegają szerzej. No cóż, to  bez wątpienia wygodne i chyba nikogo nie dziwi, że takie postrzeganie tych grup zawodowych wypracowali ludzie, których codzienną pracą jest poznawanie ludzkich umysłów, sztuka perswazji a niekiedy nawet manipulacji. Nie bez powodu jednak do nonszalanckiego stroju przedstawicieli zawodów kreatywnych dołączyły także stereotypy, takie jak nieterminowość czy niekomunikatywność. Nasz mózg uwielbia uproszczenia, dzięki którym adwokata w garniturze uznajemy za godnego zaufania człowieka sukcesu, a grafika w powyciąganym dresie traktujemy jak dziecko, które prędzej czy później musi zderzyć się z rzeczywistością.

Nie chcę, byście z powyższych słów odczytały komunikat, że jedynym właściwym strojem dla człowieka sukcesu jest garnitur. To nieprawda. Chcę jednak, byście zrozumiały, że są sytuacje, w których po prostu opłaca się elegancko wyglądać. Biznes to biznes, randka z chłopakiem to randka z chłopakiem a sobota w piżamie to sobota w piżamie. Jeśli nie będziemy myliły strojów odpowiednich na każdą z tych okazji, to nasza szafa będzie mogła być różnorodna, ale jednocześnie odpowiadająca potrzebom.


Zacznijmy od podstaw

O tym, czym charakteryzuje się biznesowa garderoba, pisałam już w przeszłości na blogu, więc jeśli jeszcze nie czytałyście tamtego artykułu, to zachęcam do zapoznania się z nim – o tutaj. By jednak nieco ułatwić nam dalszą pracę z tym tekstem, przypomnę kilka podstawowych zasad.

W zależności od miejsca, w którym pracujecie, wymagane mogą być różne rodzaje stroju:

  • business professional, czyli najwyżej znajdujący się w hierarchii strojów biznesowych rodzaj, który odpowiedni jest dla osób (lub całych organizacji), w których elegancki strój ma bardzo duże znaczenie, np. polityków, rzeczników prasowych, prezesów czy asystentów. Składa się z garsonki, sukienki z żakietem lub damskiego garnituru. Nie ma tu miejsca na prezentowanie własnego stylu, choć pewne elementy da się przemycić – strój business professional jest swego rodzaju uniformem (a nawet mundurem), który obowiązuje w danej organizacji;
  • business casual, czyli luźny strój obowiązujący w pracy. Strój business professional i business casual dzieli przepaść, a ich mieszanie jest coraz częściej spotykane (i wynika bardziej z niewiedzy, niż świadomego działania). Doskonale sprawdza się jako strój w organizacji, która nie przyjęła restrykcyjnych zasad dress codu, choć i w tych bywa spotykany w tzw, luźne piątki (casual friday). Kobiecy strój business casual może składać się z wielu elementów, takich jak bluzki, koszule, sweterki, T-shirty, spódnice i spodnie;
  • casual czyli strój codzienny, nie budzący żadnych skojarzeń z profesjonalnym biznesem. Spotykany jest najczęściej w firmach, w których pracownicy nie mają osobistego kontaktu z klientem, np. w call center. Temu rodzajowi stroju ten artykuł w ogóle nie jest poświęcony. Strój casual to strój codzienny – dżinsy i T-shirt i sukienka w kwiatki połączona z balerinami to typowe casualowe zestawy.

Warto zaznaczyć, że nie jest możliwe, by w jakiejś organizacji nie obowiązywał określony dress code. Nawet jeśli nie jest on odgórnie narzucony, to jednak pracownicy sami go kreują, dostosowując się do mniej lub bardziej formalnych reguł. Doskonałym przykładem jest na to sytuacja, w której w firmie, w której na co dzień chodzi się w dżinsach i koszulach, jeden z pracowników nagle pojawia się w garniturze. Pewnym jest, że natychmiast wzbudzi zainteresowanie i stanie się adresatem wielu pytań, także o to, czy przypadkiem nie wybiera się na rozmowę kwalifikacyjną.

Tym, co wiele kobiet przeraża, gdy słyszą o dress codzie, to obawa przed nudą. Wiele z nas przecież właśnie przez ubiór wyraża siebie, a co wyrazić można przez granat, biel i czerń? Dla tych, które tak bardzo tęskną za kolorem, mam dobra nowinę – nawet w tym najbardziej eleganckim biznesowym stroju jest miejsce na kolor, a – co więcej – właściwie nie ma dla niego żadnych ograniczeń. Kobiety kompletując biznesową garderobę mogą wybierać w pełnej palecie kolorystycznej (unikając kolorów jaskrawych), choć powinny być świadome tego, co konkretne kolory komunikują (tutaj znowu nasz mózg bierze górę). O znaczeniu konkretnych kolorów pisałam w artykule, do którego możesz przejść klikając tutaj.


Zanim powstanie ubranie

Zanim przejdziemy do tego, z jakich elementów odzieży warto budować biznesową garderobę, powinnyśmy pomyśleć o tym, z jakich materiałów ta odzież powinna być wykonana. Niestety, za złej jakości materiały płacimy nie dwa razy – najpierw, gdy je kupujemy, a później, gdy czym prędzej musimy wymieniać je na nowe. Co więcej, złej jakości materiały po prostu widać i – co chyba najgorsze – po prostu czuć. W plastiku pocimy się jak myszy, a jesienią i zimą, gdy tak bardzo zależy nam na zatrzymaniu ciepła, okazuje się, że nawet gruby, ale akrylowy sweter, choć w ogóle nas nie grzeje, to sprawia, że strasznie się w nim pocimy. O ile latem staramy się jak najbardziej rozebrać, a pot jest efektem zbyt wysokiej temperatury powietrza, to jesienią i zimą, gdy założymy na siebie wykonaną z poliestru bluzkę, a na to poliestrowo-akrylową marynarkę, to – mimo, że temperatura w ogóle nie będzie na to wskazywała – to jednak będziemy się przeraźliwie pocić. Materiał to podstawa.

Nie chcę w tym artykule demonizować syntetycznych materiałów. Sama mam w swojej szafie poliester, choć dobieram go bardzo rozsądnie. Jak ognia jednak unikam akrylu, bo moim zdaniem każda złotówka wydana na akryl to złotówka wyrzucona w błoto.

Przejdźmy jednak do meritum. Budując swoją jesienno-zimową biznesową garderobę i w ogóle wybierając do swojej szafy ubrania, staraj się, by na metkach, które zawsze należy czytać, było jak najwięcej:

  • wełny (w tym kaszmiru, alpaki, angory) – włókno naturalne – wykonane z niej będą najczęściej marynarki, płaszcze, spodnie, spódnice i sukienki, ale także dodatki, takiej jak szaliki, czapki czy rękawiczki. Wełna zapewnia ciepło, ale jest też sprężysta, co sprawia, że jest niezwykle wdzięczna w noszeniu;
  • bawełny – włókno naturalne – wykonane będą z niej najczęściej bluzki i koszule, ale także spodnie czy spódnice i dodatki, takie jak chustki i szaliki. Bawełna do bardzo uniwersalne włókno, z którego wykonane mogą być tak elastyczne T-Shirty, jak i sztywne dżinsy;
  • jedwabiu – włókno naturalne – wykonane z niego będą przede wszystkim koszule i sukienki, ale także apaszki. Jedwab prezentuje się niezwykle elegancko, jest przewiewny, ale też potrafi utrzymać ciepło. Jego największym mankamentem jest delikatność;
  • wiskozy – włókno sztuczne – wykonane będą z niej przede wszystkim bluzki i sukienki, ale także dodatki, takie jak apaszki. Wiskoza potrafi wyglądać bardzo zwiewnie i elegancko;
  • lyocellu – włókno sztuczne – wykonane z niego będą najczęściej koszule i sukienki. Jest podobny do bawełny i wiskozy.

Unikaj za to:

  • poliestru – włókno syntetyczne – wykonane będą z niego płaszcze, spodnie, spódnice, bluzki, sukienki i cokolwiek jeszcze możecie znaleźć w szafie. Poliester jest bardzo wytrzymały, ale też nieprzewiewny. Nie ma właściwości izolacyjnych, więc nie zapewni nam odpowiedniego poziomu ciepła;
  • poliamidu – włókno syntetyczne – podobny do poliestru i podobnie jak poliester może znaleźć się właściwie wszędzie;
  • akrylu – włókno syntetyczne – włókno, które uważam za najgorsze z najgorszych. Z akrylu robi się swetry lub płaszcze, które mają udawać wełniane. No cóż – akryl widać często na pierwszy rut oka, a – co gorsza – osoby próbujące ogrzać się akrylem, może być czuć z daleka.

Ale, ale. Zdarza się, że na matce zobaczymy mieszankę. Mieszanki mają swoje plusy, bo dodatki włókien syntetycznych często ułatwiają pielęgnację czy też przedłużają żywotność ubrań. Ważne jednak, by proporcje były odpowiednie. 80% wełny i 20% poliestru w składzie zimowego płaszcza to dobry wynik. 20% wełny i 80% poliestru to zwykłe oszustwo.


Tylko ile tego kupić?

Zanim wybierzesz się na zakupy i postanowisz kupić cokolwiek nowego, to zastanów się, czego i w jakiej ilości potrzebujesz oraz co już masz w swojej szafie. To, jak obszerna będzie biznesowa część Twojej garderoby, zależy od tego, jak często musisz nosić takie ubrania. Jeśli biznesowa część Twojej garderoby używana jest tylko od czasu do czasu, to w zupełności wystarczy ci jeden garnitur, dwie lub trzy koszule, rajstopy i jedna para uniwersalnych czółenek w neutralnym kolorze. Możliwości będziesz miała wtedy całe mnóstwo – spodnie z koszulą i marynarką, spodnie z samą koszulą, spódnica z koszulą, spódnica z koszulą i marynarką – połączeń znajdziesz wiele.

Trudniej jednak będzie, jeśli zaczynasz od zera, bo właśnie zdobyłaś pracę, w której wymagać będzie się od Ciebie codziennego dostosowania do stroju w typie business professional. By 5 dni w tygodniu mieć na sobie elegancki komplet i jednocześnie chcesz pozwalać ubraniom odpocząć, co przedłuży ich żywotność, będziesz potrzebowała:

  • pięciu dołów (spodni i spódnic),
  • dziesięciu gór (bluzek),
  • trzech marynarek,
  • dowolnej ilości sukienek, które będą mogły zmniejszyć liczbę potrzebnych gór i dołów (dla ułatwienia przyjmij, że dwie sukienki to jeden dół i dwie góry).,
  • dwóch par butów biurowych (jeśli Twoja droga z domu do pracy to coś więcej niż wsiadanie w garażu w domu i wysiadanie w garażu w biurowcu, to przez większość jesieni i zimy będziesz zmuszona do zmieniania butów),
  • jednego płaszcza,
  • nieskończonej liczby rajstop, uzupełnianych w zależności od potrzeb,
  • dowolnej ilości dodatków – w zależności od potrzeb, możliwości i upodobań.

Liczby, które podałam, są mocno orientacyjne. Nie jestem zwolenniczką wielkich, pękających w szwach szaf, jednak wiem też, że całkowity minimalizm u osób pracujących w biurze też się nie sprawdza – ubrania noszone non stop bardzo szybko się niszczą, co naraża nas na niepotrzebne koszty, wynikające z konieczności ciągłego uzupełniania garderoby. To, czy w Twojej szafie będzie więcej spodni, spódnic czy sukienek, zależy wyłącznie od Twoich własnych upodobań. Na każdą z tych rzeczy jest miejsce w biznesie, choć wiele zależy także od dobranego fasonu.

Jeśli chcesz iść w stronę tzw. kapsułkowej garderoby, to musz być bardzo ostrożna dobierając kolory. Każdy element musi bowiem wtedy pasować do pozostałych. Trzy bazowe, neutralne kolory będą dobrym pomysłem, jeśli chcesz mieć mało ubrań, ale pasujących do siebie i dobrej jakości. Jeśli finansowo możesz sobie pozwolić na ich większą ilość, wtedy możesz też być odważniejsza z kolorami. Ważne, by umieć przełożyć siły na zamiary.


Twoja baza – spodnie i spódnice

Tak jak wspomniałam, to czy wybierasz spodnie czy spódnice nie ma znaczenia. Ważne jednak, by były wykonane z odpowiednich materiałów, miały odpowiedni rozmiar i – w przypadku spódnic – odpowiednią długość. Spódnica kobiety pracującej w biurze powinna być długości do kolan (+/- 7 cm w górę i w dół). Oczywiście, nikt nie będzie za Tobą biegał z linijką, jednak proporcje mają w tym wypadki ogromne znaczenie. O ile u wysokiej kobiety różnica 2 centymetrów będzie niemal niezauważalna, to już w przypadki kobiet niskich może okazać się, że nawet te 7 cm powyżej linii kolan sprawi, że spódnica będzie wyglądała na miniówkę.

Kiedyś czytałam, że w biznesowym dress codzie sprawdzają się tylko ołówkowe spódnice – to bzdura. Każda kobieta może wybrać krój, który jest odpowiedni dla jej figury. O dobieraniu kroju spódnicy do typu sylwetki niestety na ten moment zbyt wiele nie mogę Wam napisać, bo nie posiadam do tego odpowiednich kompetencji. Polecam jednak znaleźć w internecie stylistkę, która doskonale zna się na tych zagadnieniach. Nie trzeba od razu korzystać z jej indywidualnych porad – na początek wystarczy poczytać o ogólnych zasadach. Ze swojej strony mogę polecić ZOPHIA osobista stylistka, której kanał na YouTube to prawdziwa kopalnia wiedzy.

Biznesowe spodnie to natomiast spodnie zaprasowane w kant. Mogą to być spodnie z wyższym lub niższym stanem, w zależności od upodobań. Nic nie stoi na przeszkodzie, by były to cygaretki, choć w tym przypadku trzeba uważać, by nie przypominały one getrów. Getry to nie są spodnie.

Wybierając spodnie i spódnice, a także marynarki, warto postawić na te gładkie, pozbawione wzorów. Dużo łatwiej będzie wtedy dobrać do nich bluzki, które – nieco bardziej wzorzyste – będą pozwalały na kompletowanie różnorodnych zestawów.


Bluzki i koszule

Bluzki i koszule to ta część kobiecej biznesowej garderoby, w której faktycznie może ona zaszaleć. Bluzki i koszule mogą być wzorzyste, mogą mieć znacznie bardziej intensywny kolor, różnorodne typy kołnierzyków, nadawać się do noszenia muszek czy też żabotów. Zasada jednak jest prosta – im spokojniejsza baza w postaci spodni/spódnicy i marynarki, tym bardziej wyrazista może być koszula. Decyzja o tym, jakie koszule i bluzki będziesz wybierała do swojej szafy, powinna być podyktowana znajomością bazy. Pstrokatość obu elementów sprawi, że strój może i będzie wyrazisty, ale prawdopodobnie przestanie być profesjonalny.

Do wyboru masz koszule z kołnierzykiem, koszule ze stójką i wszelkiego rodzaju bluzki. Kształt kołnierzyka, podobnie jak kształt dekoltu, zależy wyłącznie od Twoich upodobań. W przypadki dekoltu pamiętaj jednak, że nie może on odsłaniać Twojego biustu – nigdy. Praca to nie jest miejsce na noszenie głębokich dekoltów.

Rękawy koszul i bluzek mogą być tak długie, jak i krótkie, choć jesienią i zimą lepiej będą sprawdzały się te długie lub o długości 3/4. Złym wyborem będą bluzki odsłaniające ramiona – są dopuszczalne tylko wtedy, gdy mamy na sobie żakiet osłaniający ramiona.


Marynarka lub żakiet, czyli to, co odróżnia strój business professional od business casual

Marynarki i żakiety to bardzo wdzięczne elementy ubioru, które – niestety – bardzo często go psują. Możesz oszczędzić na bluzkach i koszulach, możesz mniejszą wagę przywiązać do spódnicy, jednak marynarka musi być wykonana z odpowiedniego materiału (najlepiej wełny) i musi być dobrze skrojona. Błyszcząca, poliestrowa i źle układająca się w ramionach marynarka zniszczy wszystko. Marynarek w szafie nie musisz mieć wiele, jednak powinnaś zadbać o to, by były porządne. Marynarki to ubrania, które służą nam długo, więc są tym elementem, w który warto inwestować.

Żakiet krótszy lub dłuższy, marynarka dwurzędowa – w tym elemencie garderoby może śmiało wybierać. W zależności od wzrostu i budowy ciała, będą dla Ciebie odpowiednie różne kroje. Różne kroje będą też odpowiednie do spódnic i spodni, więc jeśli decydujesz się na spódnice i spodnie, a w szafie chcesz mieć tylko dwie marynarki, to postaraj się wybrać je tak, by jedna była odpowiednia do spódnic, a druga do spodni. Oczywiście, marynarka może być uniwersalna, jednak to zależy też od wysokości stanu spódnicy i spodni. Najlepiej, jeśli marynarkę kupisz w komplecie ze spodniami lub spódnicą, albo jednym i drugim, tworząc garnitur (spodnium) lub garsonkę.


Sukienka – gdy nie masz ochoty myśleć o połączeniach

Sukienki to moim zdaniem zdecydowanie najmniej wymagające elementy garderoby. Sukienki są niezwykle praktyczne i wygodne, a dzięki swojej jednoelementowości zwalniają nas z zastanawiania się nad tym, jakie połączenie danego dnia będzie odpowiednie. Sukienki po prostu są proste, a ich ilość na rynku naprawdę pozwala nam przebierać w ofertach konkurencyjnych firm. Zasady, jakie dotyczą sukienki w biznesie to właściwie te same zasady, które określają dobór odpowiedniej bluzki i spódnicy. Długość sukienki powinna oscylować w okolicy długości do kolan, a jej góra nie powinna odsłaniać ramion (jeśli nie chcemy nosić żakietu/marynarki) i eksponować dekoltu. To wszystko. Sukienki mogą mieć najróżniejsze kroje, które dobierać powinno się pod względem własnych upodobań i proporcji sylwetki. Fasonem, na który należ jednak szczególnie uważać, są sukienki zbyt obcisłe, doskonale przylegające do ciała. Podkreślanie swoich kobiecych walorów w ten sposób nie jest w biznesie mile widziane i ja szczerze sugerowałaby ich unikać. Wartymi jednak docenienia są szmizjerki, czyli sukienki zapinane na guziczki. Są z jednej strony wygodne i kobiece, a z drugiej, dzięki naturalnemu skojarzeniu z koszulami, doskonale wpisują się w biurową estetykę.

Jeśli należysz do tej grupy kobiet, które rano, jeszcze przed zaparzeniem kawy, mają problem z trafnym dobraniem do siebie góry i dołu, a jednocześnie uwielbiasz nosić spódnice, to po prostu wypełnij swoją szafę sukienkami. Na dobrą sprawę nie musisz mieć nic więcej – żadnych bluzek, żadnych spodni i spódnic. Same sukienki i marynarki – proste, piękne, eleganckie i kobiece życie. Sama zresztą miałam kiedyś taki pomysł, ale jednak uznałam, że dla mnie byłoby to zbyt nudne. Po pierwsze ja tak samo jak spódnice lubię nosić spodnie. Po drugie lubię też koszule oraz czasem nieoczywiste połączenia. Sukienki więc bardzo cenię, ale cenię też dni, w których mogę nieco bardziej pokombinować.


Czas na buty!

Już wcześniej wspomniałam, że do biura zbyt wielu butów nie potrzebujemy. Oczywiście, jeśli kobieta uwielbia buty, a jednocześnie stać ją na zakup kilku czy kilkunastu par, to nic nie stoi na przeszkodzie. Jeśli jednak skromniejsze środki trzeba dostosować do potrzeb, to wystarczą jedna lub dwie pary, ale porządnych, najlepiej skórzanych butów (choć ze względów ideologicznych nie wszyscy chcą mieć takie w swojej szafie i jest to oczywiście zrozumiałe).

Eleganckie buty wcale nie muszą być butami na wysokim obcasie. Ale! Bardzo ważne, by zapamiętać, że baleriny to nie są eleganckie buty. To buty sportowe, codzienne, wręcz dziecięce, nie pasujące do biznesowej garderoby. Mamy wiele płaskich zamienników, na które mogą postawić Panie, które nie chcą, nie lubią lub nie mogą wybierać wysokich obcasów.

Jakie buty mamy do wyboru?

  • Wszelkiej maści czółenka z zakrytymi piętami i palcami,
  • mokasyny,
  • lordsy,
  • oksfordki.

Obcas w czółenku nie powinien być wyższy niż 7 cm, choć wysokości obcasa, podobnie jak długości spódnicy, nikt nie będzie mierzył linijką. Bardzo wysoka szpilka u bardzo niskiej kobiety będzie po prostu widoczna, bo będzie stanowiła znaczną część długości całej nogi. W przypadki kobiet o długich nogach te proporcje będą zupełnie inne, więc najważniejsze, by umiejętnie w tych proporcjach manewrować.

Jak już wcześniej wspomniałam, jesienią i zimą będziemy zmuszone zmieniać buty, bo te, które nadają się na zewnątrz, czyli botki i kozaki, nie są elementami biznesowego stroju. Same zresztą często są zabrudzone, bo w drodze do pracy może spotkać nas deszcz lub śnieg. Po przestąpieniu progu biura warto więc zmienić je na lżejsze, czystsze i elegantsze obuwie.


I na końcu – dodatki

Jeśli decydujesz się w swojej szafie mieć spódnice i sukienki, to nie zapominaj o rajstopach. W biznesie nawet latem niedopuszczalne jest rezygnowanie z rajstop, a zimą, również ze względów praktycznych, są one niezbędne. Jesienią i zimą nie muszą, choć oczywiście mogą być to cienkie, cieliste rajstopy (o grubości max 8 den). Panie mogą wybierać również kryjące, grube rajstopy w dowolnym kolorze (choć warto wybierać czarne, granatowe lub grafitowe). W biznesowym stroju nie ma jednak miejsca na cienkie rajstopy w kolorze innym niż cielisty. Popularne cienkie, czarne rajstopy sprawdzają się w strojach casualowych, ale nie biznesowych.

Wiele kobiet lubi mieć w swojej szafie apaszki i różnego rodzaju chusty. Noszenie ich w pracy nie jest błędem, jednak warto pamiętać, że zmiękczają one nasz wizerunek, co nie w każdej sytuacji jest porządane. Piękna apaszka może być znakiem rozpoznawczym i niejednokrotnie pozwoli nadać charakteru nudnej stylizacji. Niemniej jednak w sytuacjach. w których kobieta chce wzmocnić swój autorytet, powinna zastanowić się, czy po nią sięgać.

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego nic jeszcze nie było o torebkach, to już spieszę z informacjami na ich temat. Biznesowa torebka może a wręcz powinna być duża. Nie wiem czy wiecie, ale z punktu widzenia dress codu błędem jest noszenie przy sobie dwóch toreb, np. jednej z dokumentami, a drugiej z laptopem. Torebka businesswoman powinna więc być w stanie pomieścić i jedno i drugie. Torebka wcale nie musi, a czasem wręcz nie powinna pasować do butów, co niektórym wciąż wydaje się prawdą absolutną. O ile czarne buty i czarna torebka nie będą się gryzły, to już żółte buty i żółta torebka to może być zbyt wiele. Torebka wybierana do pracy nie powinna być wykonana z błyszczącej skóry. Najlepiej, jeśli będzie ona matowa i skórzana, choć – podobnie jak w przypadku butów – jeśli ktoś ze względów ideologicznych nie chce nosić skóry, to jest to zrozumiałe. W torebki warto inwestować, bo te dobrze wykonana będą służył przez długie, długie, długie lata.


Jeszcze słówko o wzorach i kolorach

Jak już wspomniałam, my, kobiety, budując swoją biznesową garderobę, możemy korzystać z pełnej palety kolorystycznej. Paniom, które jednak nie mają jeszcze jasno określonego stylu, sugerowałabym zachować pewien dystans i sięgać raczej po granaty, szarości, czerń czy bordo. Te z nas, które w żonglowaniu kolorami są mistrzyniami, nie muszą się niepotrzebnie krygować. Warto jednak na moment zatrzymać przy dobieraniu wzorów.

Są również firmy, w których akceptowane są tylko wybrane kolory. Jeśli w takiej pracujemy, to powinnyśmy się do tego dostosować. To zresztą może ułatwić życie w wielu sytuacjach – granat do granatu zawsze będzie pasował.

Jako ogromna wielbicielka kwiatowych motywów (co może potwierdzić każdy, kto widzi, ile ubrań w kwiaty mam w szafie) z przykrością muszę przyznać, że w biznesowej garderobie nie ma miejsca na motywy kwiatowe (z wyjątkiem tych drobnych na koszulach), Z łagodniejszych wzorów można jednak korzystać i krata czy pepitka mogą urozmaicić stylizacje. Wiedzieć jednak należy, że wzory, podobnie jak apaszki, zmiękczają nasz wizerunek, co nie zawsze może być dla nas korzystne.


Zacznij już dziś – taniej

Mam ogromną nadzieję, że ten artykuł będzie dla Was przydatny. Jak widzicie jest on obszerny – zrobiłam, co w mojej mocy, by zawrzezć tu wszystkie informacje niezbędne do rozpoczęcia procesu budowania klasycznej, biznesowej garderoby. Gdy już wiecie, czego potrzebujecie, możecie rozpocząć poszukiwanie sklepów idealnych. Ze swojej strony mogę obiecać, że na blogu będę polecała marki, które sama znalazłam, sama sprawdziłam i z których sama chętnie korzystam. Dziś mam dla Was mały prezent. Gdy przygotowywałam się do napisania tego artykułu, sama poszukiwałam marki, która tworzy piękne biznesowe ubrania, wykonane z odpowiednich materiałów. Tak przypadkowo, szukając po prostu w Google, trafiłam na markę AMSU, która zachwyciła mnie od pierwszego wejrzenia. Wełniane marynarki, spodnie, spódnice i sukienki, a także wykonane z wiskozy bluzki, to ubrania, które sprawdzą się w biznesie. Ja zdecydowałam się rozpocząć swoją przygodę z marką od bazy, czyli spodni, spódnicy, marynarki i bluzki i nie zawiodłam się. To obecnie moje ulubione elementy w tej części garderoby. Marka AMSU na moją prośbę zdecydowała się udostępnić nam 10% kod rabatowy, do wykorzystania w sklepie. Jeśli więc już teraz chcecie rozpocząć budowanie lub uzupełnianie swojej biznesowej garderoby i poszukujecie bardzo dobrych jakościowo ubrań w bardzo przyzwoitych cenach, to to będzie doskonały początek.

KOD RABATOWY 10%: dresscode

kod rabatowy jest ważny do 31/12/2018

To wszystko na dziś. Mam nadzieję, że ten tekst okazał się dla Was przydatny. Dajcie mi proszę znać, czy taka forma wpisów w tej serii jest dla Was optymalna – to dopiero początek, więc chętnie posłucham sugestii. Napiszcie mi też, jeśli zdecydujecie się na zakupy w AMSU – ze swojej strony mogę obiecać, że jeśli tak, to na pewno będą to udane zakupy.

MARYNARKA: AMSU

SPODNIE :AMSU

SPÓDNICA: AMSU

BLUZKA: AMSU

ZDJĘCIA: AGA JASIŃSKA FOTOGRAFIA

Copyright © 2018. All rights reserved.
Close