Ulubieńcy marca – pióro, atrament i coś dla ciała

Przygotowanie tego tekstu było dla mnie wyjątkowo trudne – na moim blogu nigdy nie publikowałam tego typu treści i nie do końca wiedziałam, jak się za to zabrać. Nie mam też pewności, czy moi ulubieńcy spotkają się z Waszym uznaniem, choć pomysł na stworzenie tego rekomendacyjnego postu zrodził się w mojej głowie w wyniku dziesiątek pozytywnych wiadomości, które otrzymywałam, gdy w mediach społecznościowych polecałam Wam akcesoria, kosmetyki czy książki. Postanowiłam więc spróbować i poddać ten pomysł po prostu rzeczywistej weryfikacji – jeśli okaże się trafiony, w każdym miesiącu podzielę się z Wami moimi odkryciami. Jeśli nie, po prostu będzie kolejnym ciekawym, choć krótkim doświadczeniem.

Dzisiaj chcę Wam polecić 5 rzeczy, które skradły moje serce w marcu, a właściwie w pierwszym kwartale 2020 roku. Każdą z nich możecie nabyć online, więc gdybyście chcieli skorzystać z moich rekomendacji, nadal możecie zostać w domu. Z ich udziałem można zresztą zrealizować całkiem przyjemny domowy wieczór, a nawet cały dzień – dlaczego by nie zostać w domu, wziąć ciepłą kąpiel, wymasować ciało oliwką, wetrzeć w nie treściwe masło, a na koniec odprężyć się przy wciągającym serialu, w przerwach notując plany na kolejne trzy kwartały? Pisząc to sama siebie do tego planu dnia przekonałam. No dobrze, przejdźmy do tych pierwszych ulubieńców!

Na końcu tego tekstu czeka na Was prezent!

Atrament MontBlanc Writers Edition Homage to R. Kipling Jungle 

Nie sądziłam kiedykolwiek, że zakocham się w atramencie. Atrament to w końcu tylko atrament – ma ładnie wyglądać, dobrze przepływać i w miarę szybko schnąć. Wszystko zmieniło się, gdy w prezencie otrzymałam atrament MontBlanc z serii Homage to R. Kipling w kolorze Jungle. Jest niesamowity! Doskonale przepływa, cudownie prowadzi stalówkę, nie zatyka i naprawdę pięknie cieniuje, nadając tekstowi trójwymiarowości. W kolorze zakochałam tak bardzo, że uznałam go za idealny do stania się moim kolorem rozpoznawczym, który będzie służył mi do ważnych podpisów. Piękna jest ta zieleń, tak głęboka i elegancka!

Pióro Visconti Rembrandt Dark Forest

Skoro tak wiele miejsca poświęciłam na zachwyt nad idealnym atramentem, to nie mogę nie wspomnieć o piórze, którym sama siebie nagrodziłam za zawodowe sukcesy 2019 roku. Visconti z kolekcji Rembrandt nie tylko doskonale leży w dłoni, ale też po prostu wspaniale wygląda. Uwielbiam też jego magnetyczne zamknięcie, którego charakterystyczny klik stał się dla mnie symbolicznym dźwiękiem kończonej pracy.

Masło do ciała Bielenda Vegan Musli – owies, pszenica i mleczko kokosowe

Żadne masło do ciała nie skradło chyba nigdy mojego serca tak, jak masło z nowej serii Bielendy. Już sam zapach sprawia, że moje zmysły są ukojne delikatnymi nutami kojarzącymi mi się z ciepłym, letnim wieczorem. Jego skład odpowiada moim potrzebom – masło wspaniale nawilża, ale tez uspokaja moją wrażliwą, alergiczną skórę. Należę do osób, które nie lubią uczucia czegoś na skórze i nic nie denerwuje mnie wieczorem tak bardzo, jak ciężka warstwa masła na ciele. Bielenda Vegan Musli nie robi mi tego – mimo bogatej konsystencji bardzo szybko wchłania się w ciało, nie pozostawiając tłustego filmu. Dla mnie to naprawdę ideał.

Oliwka Johnson’s cotton touch

W marcu postanowiłam wrócić do swojego dawnego rytuału, jakim niegdyś było nakładanie niewielkiej ilości oliwki na jeszcze mokre ciało. To była bardzo dobra decyzja! Jak już wspomniałam, mam wrażliwą i skłonną do alergii skórę, więc kosmetyki dla dzieci to te, które bardzo często spełniają moje oczekiwania. Tak też jest z oliwką od Johnson’s, która pozostawia moją skórę miękką i nawilżoną, nie dając przy tym uczucia tłustości i lepkości. Pięknie też pachnie, choć zapach jest bardzo delikatny – jest to dla mnie ogromnym plusem, gdyż staram się wybierać kosmetyki neutralne zapachowo (nie cierpię mieszania się zapachów na skórze).

Balsam do ust Nuxe Reve de miel

Zima, a właściwie to, co zimą być powinno, już za nami, jednak każda fanka matowych pomadek wie, że usta pierzchną nie tylko od mrozu, ale też właśnie od ich nieustannego matowienia. Moim ulubionym lekarstwem na tę przypadłość jest balsam od Nuxe. Zamknięta w słoiczku gęsta miodowa formuła wspaniale nawilża i odżywia nawet najbardziej spierzchnięte usta. Ja nakładam go całkiem hojnie każdego wieczora, by rano z czystym sercem móc znów nałożyć ulubioną matową pomadkę. Nuxe jest w mojej kosmetyczce od lat i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.

Małe kobietki

Nie mogę pochwalić się tym, że oglądam wiele seriali, ale jak już coś oglądam, to muszę przyznać, że same perełki. Taką perełką jest właście miniserial Małe kobietki. W zaledwie trzech odcinkach możemy zachwycać się pięknem dziewiętnastowiecznej Ameryki z perspektywy czterech dorastających sióstr. To serial o kobiecej sile, ale też ogromnej miłości. Jest piękny, tak po prostu. Jeśli w czasie kwarantanny mielibyście poświęcić na coś cały jeden wieczór, to spędźcie go właśnie z Małymi kobietkami. Warto.

To wszystko, co miałam Wam do polecenia w ramach mojego marcowego podsumowania. Mam nadzieję, że udało mi się Was czymś zainteresować i jeśli skorzystacie z którejś rekomendacji, to będzie to dla Was strzał w dziesiątkę. Dajcie mi proszę znać, czy Ulubieńcy to dobry pomysł i czy powinni cyklicznie pojawiać się na blogu. Wasze opinie są dla mnie najważniejsze.

Nie zapomniałam o prezencie! Z okazji tej ulubieńcowej premiery mam też dla Was kod rabatowy, dzięki któremu zamówiony w moim sklepie planer biznesowy dostarczony zostanie do paczkomatu za darmo! Wystarczy, że wpiszecie kod rabatowy ULUBIEŃCY. Kod ważny jest tylko do piątku, 10 kwietnia do godziny 23:59.

Close